Końcówka roku 2018 to dla mnie czas na wyzwania. Postanowiłam pójść za głosem serca i rozsądku i nauczyć się  francuskiego. Mam za sobą kilka prób opanowania tego języka – wszystkie niestety bezskuteczne. Tym razem chcę, aby było inaczej. Powzięłam zatem następujące działania:

 

1.Indywidualne lekcje. Wiem wiem – nie jest to opcja dla każdego. Możnaby pomysleć, że takie lekcje to spory wydatek i nauka w grupie (tańsza) przynosi podobne rezultaty.Nic bardziej mylnego. W moim przypadku lekcje grupowe nie sprawdziły się – tempo pracy dostosowywane jest zazwyczaj do najzdolniejszych uczniów w klasie (czyli nie do mnie 😉 Wszyscy ci, którzy słabiej ‘’kumają’’ pozostawieni sa zazwyczaj na pastwę losu i doczytywania zagadnień po lekcjach.Ja swoje lekcje indywidualne odbywam na SKYPEie. Panią Monikę znalazłam poprzez OLX. Musiałam jedynie wydrukować podręcznik, który mi przesłała oraz zalogować się na komunikatorze. Dzięki takiemu rodzajowi nauki oszczędzam czas, który przeznaczyłabym na dojazd, oszczędzam rownież na kosztach przejazdu. Godzina zegarowa tego rodzaju korepetycji kosztuje mnie 40 zł – nauczycielka dostosowuje  tempo zajeć tylko do MNIE, a na dodatek omawiamy zagadnienia, które MNIE interesują. Co więcej pani Monika zawsze odkryje, kiedy nie jestem przygotowana, więc perspektywa tłumaczenia się z własnego lenistwa skutecznie mobilizuje mnie do nauki.

 

2. Otaczanie się językiem, którego chcemy się nauczyć. Nie każdy ma w domu native speakera – ja z moim też po francusku nie rozmawiam w ogóle (może to się zmieni w przyszłości, kiedy moje umiejętności wskoczą na inny poziom zaawansowania ;)) .  W drodze do pracy słucham natomiast francuskiego radia: Chantefrance.fr Poranna audycja to min. horoskop z Marie Letti, informacje, pogoda i duża porcja francuskiej muzyki. Oglądając seriale na Netflixie zazwyczaj włączam audio po franacusku i napisy po polsku lub angielsku – w ten sposób łączę przyjemne z pożytecznym. Nauka i relaks w jednym.

 

3. Zawsze lubiłam fiszki. Korzystałam z nich już wiele lat temu podczas nauki języka angielskiego. W tamtym czasie były to takie standardowe  – papierowe kartoniki, teraz używam natomiast aplikacji na telefon fiszkoteka.pl. Taka nauka ma jedną podstawową zaletę – aplikacja odczytuje nam poprawną wymowę słówek.  Jeśli zapomnimy o lekcji nasz telefon nie omieszka nam o niej przypomnieć.

 

4. Mam w swojej kolekcji rownież papierowe , „oldschoolowe’’ fiszki. Używam ich zdecydowanie rzadziej, jednak również uważam za bardzo przydatne.

 

5. Jeśli nie przeszkadzają Ci rozwieszone w każdym miejscu domu karteczki, polecam też taką metodę zapamiętywania słówek . W naszym mieszkaniu wiele przedmiotów posiada swoje podpisy. Odwiedzający nas goście początkowo byli tym trochę zaskoczeni, szybko się jednak przyzwyczaili a niejednokrotnie i oni zapamiętali kilka słówek Póki co, jeśli chodzi o język francuski, jestem na poziomie podstawowym. W przyszłości mam nadzieję wykorzystać mojego native speakera do codziennych, kilku (nasto)minutowych konwersacji po francusku. Wiem, że nie każdy ma taką możliwość. Radziłabym zatem poszukać native’a w sieci – może zgodzi się pouczyć nas wybranego języka w zamian za lekcje polskiego/ angielskiego/niemieckiego. Pamiętajmy, że najważniejsza jest systematyczność. I to właśnie jej Wam i sobie  życzę

 

Kornelia